Happy endu nie będzie

Akcja z Wałęsą jak w soczewce pokazuje politykę Kaczyńskiego, który – wiem, że to mocne słowa, ale w moim odczuciu uprawnione – najzwyczajniej na świecie czeka na śmierć Lecha. I nie waha się stworzyć warunków temu sprzyjających. Nie, żaden zamach, nie żartujmy.

Zwykło się oceniać, że dotychczasowe działanie PiSu polegające na dzieleniu, szczuciu i obrażanie wszystkich po kolei, a potem metodyczne ich zwalczanie aż do totalnej politycznej anihilacji (choć przypadek Andrzeja Leppera pokazuje, że nie tylko) kierowane są butalną, cyniczną grą polityczną. Walką o władzę i bezkompromisowy kształt nowej Polski.

Postępowanie wobec Lecha Wałęsy pokazuje jednak coś innego. I nie mówię tu po wykopkach IPN, jakie miały parę dni temu miejsce, ale odległą przeszłość. Tę, kiedy Wałęsa będąc prezydentem wyrzucił Kaczyńskich ze swojej kancelarii.

Myślę, że ten właśnie moment ukonstytuował Kaczyńskich nie tylko jako polityczne (od)byty, ale wydobył na światło dzienne ich charaktery, psychikę, która nadała główny kształt ich działaniom politycznym.

Mało zwraca się uwagę na pozytywne aspekty działalności politycznej Kaczyńskich w III RP. Może dlatego, że próżno je znaleźć.

Nie znajdziemy tam żadnej intelektualnie ciekawej drogi do ukształtowania nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Ani słowa o budowaniu kapitału społecznego. Zapomnijmy choćby o teoretycznych próbach regulacji rynku pracy, jakiejkolwiek rzeczowej krytyce pomysłów rodem z Balcerowicza.

Znajdziemy za to wagony przykładów na mściwe działania przysłaniające rozum, ale nadające rytm ich bieżącej i przyszłej polityce. Zwyczajna, ludzka nienawiść i mściwość zastąpiła mechanizmy polityki, która stała się jatką. Nie wiedzieć czemu tolerowaną.

Już Paweł Jasienica w swoim wspaniałym dziele „Rzeczpospolita Obojgu Narodów” zwrócił uwagę na psychologiczne aspekty władców, których przeszłe, obecne i przyszłe decyzje polityczne były podyktowane nie zawsze interesem społecznym, politycznym i gospodarczym danej społeczności, lecz często charakterem danego władcy, jego psychologicznym ograniczeniom i nastrojom.

Kaczyńskich można było szybko i łatwo zneutralizować. Pokazał to Wałęsa wykopując ich na zbity pysk. Niestety skonfliktowana z byłym prezydentem klasa polityczna, na siłę udające pluralizm media zamiast wysłać bliźniaków tam gdzie ich miejsce, promowała ich bez umiaru.

Po śmierci Lecha i matki Jarosław nie ma już hamulców. Mściwość, paranoja i poczucie nieograniczonej władzy sprawiły, że Jarosław Kaczyński idzie na całego. Robi z nas swoich zakładników.

Akcja z Wałęsą jak w soczewce pokazuje politykę Kaczyńskiego, który – wiem, że to mocne słowa, ale w moim odczuciu uprawnione – najzwyczajniej na świecie czeka na śmierć Lecha. I nie waha się stworzyć warunków temu sprzyjających. Nie, żaden zamach, nie żartujmy.

Wyhodowano potwora, którego zniszczenia widać teraz doskonale. I widać, że szkody przez niego poczynione mogą być nie do naprawienia przez naprawdę długie lata.

Happy endu nie będzie.

Przemek Saracen >>>>> po więcej zapraszam DO SIEBIE :)
Trwa ładowanie komentarzy...