MADDOGOWO - BLOG

O autorze ↓

Krajobraz po Kijowskim

W facecie z fejsa ujrzeliśmy zbawcę Polski zdolnego do uratowania nas przed marszem IV RP. Daliśmy mu praktycznie wolną rękę we wszystkim. Nie rozliczaliśmy go z niczego. Nie chcieliśmy. Bo miał walczyć za nas o nasze. Gdyby któryś z polityków PiS okradał własne dzieci darlibyśmy się na cały świat, jak bowiem inaczej wytłumaczyć całą tę żenującą sprawę z alimentami? Kijowskiego otoczyliśmy kordonem bezpieczeństwa. Bo nasz.

Kiedy widzisz, jak profesor Hartman podczepia się pod jakieś środowisko polityczne wiedz, że chwile tego środowiska są policzone, a zadyma wokół KOD tego przykładem.

To oczywiście ponury żart, ale jest coś w tym, że egzaltowana żarliwość, nadużywanie absolutów i pouczanie maluczkich uprawiane przez profesora Hartmana poprzedza upadek lewicowych organizacji. Tych dużych i tych małych. Wystarczy poczytać jego bloga, by widzieć, że coś jest na rzeczy.

No ale ja nie o tym. Co wiemy po tzw. „sprawie Mateusza Kijowskiego?” Czy ta cała sprawa mówi coś o szefie KOD, czy o nas samych? Myślę, że bardziej o nas samych, ale również o tym, jak bardzo aktualna jest książka Dołęgi- Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy”. Jej bohater, jak przystało na klasyczną wydmuszkę osiąga wysoką pozycję nie dzięki charyzmie i własnym kompetencjom, lecz dzięki niesamowitemu splotowi okoliczności, marzeń ludzi, ich planów i oczekiwań.

I to chyba opisuje tę całą sytuację. Według mnie mamy do czynienia z drobnym cwaniaczkiem (oczywiście każdy rozsądny człowiek wie, że Kijowski nie robiłby skoku na kasę, lecz o nieumiejętność sprostania kryzysikowi), który w chwili zapomnienia zakłada grupę na fejsie. Dołączają do niej tysiące, które pod wpływem politycznej rzeczywistości czekają na kogoś, kto ich poprowadzi, natchnie działaniem, przywróci pokój w republice, da powód do dumy, poniesie sztandar wartości, które są dla nich ważne.

Zwykle tak jest, że swoim wybaczamy więcej. No tak już jest. Na całym świecie. Walka ma swoje wymogi, a walczący niekoniecznie są kryształowymi postaciami. Dlatego usprawiedliwiamy ich potknięcia, niezręczności i wpadki. Bo rozliczając swojego lidera dajemy do ręki oręż przeciwnikowi – tak myślimy.

To dlatego wyrósł nam Lepper, który był nieformalnym najemnikiem Leszka Millera. To dlatego dziś kochamy Giertycha, który jeszcze nie tak dawno przetarł drogę ONRowcom i innym nacjonalistycznym organizacjom dziś stanowiącym coś w rodzaju siłowego zaplecza jaśnie nam panujących. Dzięki, Romek.

Mateusz Kijowski stał się bytem wirtualnym. Stał się naszym wyobrażeniem o liderze na czas walki z „pisowskim bandziorem”. Nie chcieliśmy przekonać się, czy jest liderem na czas próby, zrobiliśmy z niego parasol dla całej opozycji. Choć nie ma kompletnie niczego, ale to niczego, co pozwalałoby na taki krok. Poza naszym chciejstwem i dmuchaniem banieczki.

Woleliśmy okrzyknąć go Wałęsą naszych czasów, choć według mnie porównanie to jest obrazą dla Lecha. Przy całej pokręconej biografii Wałęsy, jego obrzydliwej prezydenturze i w gruncie rzeczy wyhodowaniu Kaczyńskich mogę stwierdzić, że to Bohater. Nie mogę tego powiedzieć o Mateuszu Kijowskim.

W facecie z fejsa ujrzeliśmy zbawcę Polski zdolnego do uratowania nas przed marszem IV RP. Daliśmy mu praktycznie wolną rękę we wszystkim. Nie rozliczaliśmy go z niczego. Nie chcieliśmy. Bo miał walczyć za nas o nasze. Gdyby któryś z polityków PiS okradał własne dzieci darlibyśmy się na cały świat, jak bowiem inaczej wytłumaczyć całą tę żenującą sprawę z alimentami? Kijowskiego otoczyliśmy kordonem bezpieczeństwa. Bo nasz.

Z czasem okazywało się, że intelektualnie król jest coraz bardziej nagi. Niestety woleliśmy przejść nad tym do porządku dziennego. Bo Kaczyński. Bo Ziobro. Bo IV RP. Tymczasem balon pękł wydalając odór. Tak się właśnie kończy deptanie własnych zasad w imię walki za wszelką cenę.

Po całej tej duperelnej w gruncie rzeczy sprawie będzie tak, że dotychczasowi zwolennicy KODu nabiorą wątpliwości i zwyczajnie stracą serce. Twardzi zwolennicy staną się „pisowcami a rebours”. Profesor Hartman przeskoczy na kolejny kwiatek. Kaczyński uśmiechnie się kącikiem ust, albo wogóle nie zareaguje.

I tylko Schetyna powie: „A nie mówiłem?”

Przemek Saracen >>>>>>> Zapraszam do siebie :)
Trwa ładowanie komentarzy...